Thursday, 7 May 2015

Kuchnia polska vs kuchnia angielska

    W atmosferze wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii, piszę kilka słów gwoli powrotu na łono Google blogowiska. Jak zwał tak zwał, potrzeba pisania nie opuszcza mnie.
 Tak więc słynny wróg Polaków, Nigel Farage nadal obrzuca nas czyli tzw. emigrantów  wyzwiskami i próbuje zjednać sobie jak największą ilość brytyjskich wyborców propozycją wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Dziś w dniu wyborów dochodzą mnie z telewizji słuchy, że jego partia zajęła 4 miejsce! Co z nami będzie...? Osobiście nie nazwałbym siebie emigrantem. Przyjechałem tutaj do pracy, bo chciałem rozwijać się w moim zawodzie. Kuchnia była moją pasją a tutaj działo i dzieje się w tym temacie bardzo dużo. Konkretnie wiedziałem po co tu jadę i co chcę robić. Niestety wielu naszych rodaków zmuszonych jest podejmować w UK prace niezgodne z ich wykształceniem czy zainteresowaniami.
  Any way, wiosenny urlop w kraju nad Bałtykiem był tak przyjemny, że znowu wróciła myśl o powrocie do ojczyzny. Wszak polska wiosna piękniejsza jest od angielskiej. Niestety ekonomia wygrywa. Pracy nadal jest w naszym kraju mało a zarobki marne. Cały czas zastanawiam się nad przyczyną takiego stanu rzeczy. Skłonny jestem wysunąć wniosek, że sprawa tkwi w naszym sposobie myślenia a nie w problemach natury ekonomicznej. Przecież ludzie zawsze będą chcieli jeść i jeśli ktoś wie co robi to zawsze na restauracji zrobi pieniądze. Obserwuję Anglików, jak świetnie się dogadują i planują każdy szczegół. W Polsce takiego porozumienia często brak. Tak więc wszyscy fachowcy dawno już chyba z kraju wyjechali.

 


Bałtyk


Angielska tarta ze słonym karmelem i czekoladą
  A może warto spróbować zarobić na kuchni polskiej w Anglii? To jest myśl. Tatar na przystawkę, pierogi jako danie główne a sernik na deser. Pal licho ideę Paleo kiedy mowa o biznesie. Chociaż nie koniecznie, te wszystkie trendy ścierają się i w restauracji też można myśleć zgodnie z nowymi dietetycznymi modami. Niestety kucharzy mało kreatywnych czy otwartych na eksperymenty spotykam i tutaj. Młode pokolenie Anglików mając tak wielkie możliwości wybiera często kuchnię bardzo przetworzoną, nudną. Często jest tak, że nie wykorzystują całej gamy części zwierzęcia czy produktów roślinnych. Na wspomnienie podrobów, dojrzewających serów czy kapusty kiszonej, kręcą głowami. A przecież to wszystko jest zdrowe i smaczne, trzeba tylko wiedzieć co z tym zrobić.

Polska kiełbasa z dzika
   Tak więc kontynuuję moją przygodę z brytyjską gastronomią, odwiedzając fermy i  restauracje, podejmując również próby promowania kuchni polskiej tutaj. W Stanach się udało, może udać się też na Wyspach.

 

Tuesday, 21 April 2015

Made in Poland

    Koleje losu zagnały mnie na urlop do ojczyzny. Oto kraj maluje się bardzo atrakcyjnie, wiosna pokazuje swoją rumianą twarz. Przywitała mnie błękitnym niebem i słonkiem w pełnej krasie. Temperatura 14'C. Można już wybrać się nad nasze morze lub na wędrówkę po lesie, a lasy mamy w kraju przepiękne, prawda? Aż nie chce się wracać do cywilizacji. Nie każdy jednak dostrzega urodę polskiej przyrody. Myślę, że naród polski nie docenia tego co ma. Tak wielu wartościowych ludzi wyjechało za tzw chlebem. No niestety, nie każdy miał siłę walczyć z systemem, cały czas tak mało przyjaznym zwykłemu człowiekowi. Zauważam, że kraj z całą pewnością rozwija się, nowe drogi zachęcają do jazdy, pociągi faktycznie wyglądają lepiej niż kilka lat temu. Zagraniczne sklepy, fast foody i banki kuszą ciekawą ofertą. Zauważam, że bezpłatne WiFi jest praktycznie na każdym kroku. Można być w Matrixie non stop. Czy to dobrze czy źle? Każdy sam musi zdecydować ile czasu spędza w sieci. W wiadomościach podają, że naukowcy zauważyli nowy rodzaj uzależnienia, tym razem od  ekranu smartfona. Jest to znak naszych czasów, ludzie mniej rozmawiają a więcej klikają lub wpatrują się w ekran lub wykonują mieszankę obu tych czynności jednocześnie. Tak więc multimedialny świat odciąga nas od piękna przyrody.
  Staram się wykalibrować swój wzrok na to co mnie w tej chwili otacza, listki i kwiaty. Ptaki szaleją niczym pijane, ciesząc się wiosną. Energia przyrody z całą pewnością ma pozytywny wpływ na nasze samopoczucie. Nie wiem jak Państwo, ale ja to czuję. Zabieram zatem aparat, słoik z tatarem, tłusty ser, owoce, odsłaniam wątłe ramiona
 i  ruszam na spotkanie przyrody Made in Poland...



Saturday, 28 March 2015

Surowe życie



   Zamieszkałem zatem w starym angielskim domu na wsi. Dookoła mnie fermy. Jest też pasieka. Rano budzi mnie głos koguta, śmieszne krótkonogie kozy Pigmeje, ciekawskie zaglądają przez płot. Jest czarna i biała. Właśnie niedawno urodziły się młode owce. Rogaty baran, przewodnik stada, przygląda mi się nieufnie.  Te rozkoszne widoki za oknem warte są każdej ceny, a przecież wszystko to jest w pakiecie. Malowniczy pagórkowaty teren jest dodatkową atrakcją, doskonały do pieszych wędrówek, które już planuję. Niecierpliwie wyczekuję wiosny.
 Warunki w domu nieco spartańskie, ale okazuje się, że takie surowe życie ma swój urok. Dla kucharza brak kuchenki gazowej i piekarnika nie stanowi problemu. Na prędce organizuję termos i ręczny palnik gazowy. Domowej roboty zestaw Sous Vide sprawdza się doskonale. Pstrąg i sezonowane angielskie steki, traktowane niską temperaturą wychodzą idealnie delikatne, wartościowe i lekkostrawne. Lokalne sklepy, pełne tropikalnych owoców są dla mnie prawdziwym rajem. Zapominam o idei jedzenia tylko lokalnych produktów. Chleb natomiast kupuję zawsze polski, przygotowany na zakwasie. Jak widać polscy piekarze i tutaj robią dobrą robotę. Surowe mleko mam dostępne z farmy po drugiej stronie ulicy. Odwiedzam też pobliski kościół angilikański. W tradycyjnym Polaku, Pani Proboszcz wzbudza mieszane uczucia.
Największy problem stanowi nadal dla mnie słaby internet. Surowe życie? OK, ale bez internetu? No way. Lata doświadczeń doprowadziły mnie do wniosku, że człowiekowi do szczęścia potrzebne są 3 rzeczy: dobre mięso, mnóstwo owoców i szybkie łącze internetowe.
Wolny czas spędzam znowu słuchając muzyki. Moje nowe odkrycia to: z popu - Emy Winehouse, z jazzu: Jacky Terrasson, z poważnej: nasz genialny Krzysztof Penderecki. Gorąco polecam.
 

Monday, 26 January 2015

Sky is a limit

Zaskoczyła mnie informacja, że słynny szef kuchni Alain Ducasse, jeden z twórców współczesnej francuskiej gastronomii, promuje zielone szejki jako doskonały detox. Jak widać czym innym jest kreatywność w kuchni a czym innym troska o własne i konsumentów zdrowie. A może da się to połączyć? Nowoczesne techniki obróbki mięsa i warzyw w niskich temperaturach, temu właśnie mają służyć. Czy zatem powinniśmy zupełnie zrezygnować z croissantów i przestawić się na zielone szejki i co tam kto jeszcze chce surowego? Do tego chyba Alain Ducasse nie namawia. Jest czas na zabawę, na odżywianie, jest i czas na detox. Każdy z nas jest w innej sytuacji i na innym etapie swojego życia. A jednak jest to rewolucja, że kuchnia wegetariańska oraz surowa nie tylko w Stanach ale również we Francji stają się popularne. Mało tego, słynni kucharze również je promują, wprowadzając więcej roślinnych opcji do menu. Czyżby Francuzi znowu wygrywali batalię o to kto jest mistrzem świata w gotowaniu? Obserwują doświadczenia innych i też chcą brać w tym udział. Tym bardziej, że efekty są widoczne, dla tych oczywiście, którzy mają otwarte oczy. Jak dalece posunie się ludzkość w medyfikacji klasyki i w fuzji tradycji z nowoczesnością? Czas pokaże. Jeśli ktoś chce, to może odrzucić całą tradycję kulinarną ale powinien najpierw coś sobie uświadomić. To Francuzi stworzyli gastronomię i to Francuzi pozostali jej wierni. Świat natomiast kradł ich receptury i zasady, modyfikując je i dodając obce Francji elementy. Po co? Dla obniżenia kosztów produkcji i podniesienia zysku oczywiście. A przecież droga na skróty nie zawsze jest dobra. Pamiętajmy też, że gastronomia to nie jest tylko sztuka przygotowywania potraw ale cały rytuał podawania oraz spożywania posiłków. Wielkość porcji, zróżnicowanie diety, jakość składników to kluczowe punkty tego systemu. Jeśli ktoś chce, to może oczywiście  nawet zrezygnować z użycia widelca i talerza. Powiedzmy, że raz na jakiś czas to może być nawet ciekawe. Tylko patrzeć jak ktoś otworzy taką restaurację, gdzie będzie podawał kawałki surowego mięsa czy owoców na deskach, do konsumpcji ręką. Zatem jesteśmy świadkami ciekawego procesu. Kulinarna tradycja łączy się z nowoczesną dietetyką wracając do prostoty, dając pole do popisu nowej generacji kucharzy. Ciekawe co na to Gordon Ramsay? Przecież to on, wyszkolony we francuskich kuchniach biega obecnie na Hawajach już kolejny triatlon Iron Man. Napędzany croissantami i bekonem przemierza kilometry biegnąc, jadąc na rowerze i płynąc. Ciekawe czy on też popija zielone szejki. Nic mnie już nie zdziwi. Sky is a limit. 

Thursday, 22 January 2015

Daktyle z kokosem i borówką amerykańską.


Kochani, wygląda na to, że wracam do formy. Tak więc znowu organizuję moją kuchnię, przygotowując ją do kulinarnych eksperymentów w stylu Eco, nastawionych jak zwykle u mnie na zdrowie. Dziś przyszedł mi do głowy pomysł na prostą słodką potrawę, którą celowo nie nazywam deserem gdyż nie jestem fanem jedzenia słodkich rzeczy po posiłku lecz jako posiłek, np.  podwieczorek przy herbatce czarnej, zielonej lub, do jakiej namawiam, miętowej z plasterkami świeżego imbiru. Imbir mimo intensywnego smaku, warto oczywiście zjeść gdyż jest baardzo zdrowy. Chociaż używam dzisiaj składników egzotycznych, nielokalnych co gryzie się z ideą ekologii to myślę sobie, że jeśli zachowamy umiar, korzystając głównie z produktów lokalnych, planeta bardzo nie ucierpi. Czy piekielnie słodkie daktyle są zdrowe? Czy potrawa ta spełnia standardy diety Paleo? Wydaje mi się, że wszystko zależy chyba od wielkości porcji i częstotliwości spożywania słodkich owoców. Moja dzisiejsza propozycja jest bardzo prosta ale jakże smaczna, doskonała na zimowe popołudnia, kiedy mamy ochotę na coś słodkiego ale z jakiegoś powodu unikamy potraw przetworzonych z mąki i cukru, czy sztucznych, kupnych słodyczy. Jeśli o mnie chodzi, to chociaż technologia żywności była przez całe moje życie moim zawodem i wyprodukowanie jakiegokolwiek ciasta, o ile oczywiście mam do dyspozycji odpowiedni sprzęt, nie jest dla mnie problemem, to w chwili obecnej skłaniam się raczej ku potrawom prostym i nieprzetworzonym. Zdrowie jest w naszych rękach. Tak czy inaczej wszystko zależy od umiaru. Zatem oto słodkość w postaci takiej jaką ją natura stworzyła. Potrzebne są tylko 3 składniki: 1.surowe daktyle (można je kupić w sklepach ze zdrową żywnością lub z produktami kuchni świata), 2.wiórki kokosowe (najlepiej zrobić je samemu przy pomocy tarki i dehydratora, ja użyłem te ze sklepu), 3.borówki amerykańskie lub jagody - o tej porze roku najwyraźniej, mrożone, mogą być też małe maliny). Przy pomocy małego nożyka natnij każdy daktyl i wyciągnij pestki. Wnętrze daktyli wypełnij wiórkami kokosowymi kładąc każdy daktyl na wiórkach i 
dociskając tak aby przykleiło się ich jak najwięcej. Na każdym daktylu połóż 2 borówki amerykańskie. Zamknij każdy daktyl a następnie przetnij go na pół. Przeciętą stronę obtocz jeszcze we wiórkach. Roladki układaj na talerzu lub w wersji Eco na drewnianej desce :-) Można oczywiście pobawić się aromatyzując nasze roladki, mieszając wiórki np. z kakao, cynamonem lub dla odważnych - chilli. Smacznego i na zdrowie. 

Tuesday, 20 January 2015

Problemy techniczne

Mimo, że weganizm w moim wykonaniu należy do przeszłości a zupełnie niewegańska dieta paleo zdaje się mieć bardzo dobry wpływ na moje wątłe ciało, to nadal nie potrafię  pozbyć się skłonności do obserwowania świata zwierząt. Tak się składa, że cały czas spotykam przestawicieli rożnych gatunków i mam okazję przyglądać się im. Życie na prowincji sprzyja takim doświadczeniom. Tak więc są zwierzęta dzikie i hodowlane, jak widać na załączonych obrazkach.  Nadal nie chcę i nie potrafię zaprzestać pisania bloga, jest to dla mnie doskonała forma powrotu do równowagi psychicznej w świecie zdominowanym przez konflikty i różnego rodzaju rywalizacje. Tak więc mimo problemów technicznych, z którymi przyszło mi się zmierzyć, czyli braku komputera i szybkiego łącza internetowego, klikam przy pomocy przestarzałego Iphona ze starego, wiejskiego, angielskiego domu. Klikam bo muszę, i bo lubię. Nie ma tu możliwości edytowania treści a jednak lepszy rydz niż nic. Aplikacja działa sprawnie ale jednak komputer byłby lepszy. Spróbuję to niebawem naprawić. Choć nadal upieram się przy tym, że mój video kanał na You Tube ma sens, to chwilowo nie mam możliwości przesyłania filmów, których kilka w czasie mojej podróży po Anglii nagrałem. Zatem piszę i prawdopodobnie pisać będę. Wszak nie samą pracą żyje człowiek. Myślę sobie, że może znajdą się jacyś czytelnicy, których zainteresują opowieści  kucharza podróżnika. Możliwość pisania czy nagrywania bloga wydaje mi się wciąż doskonałą formą wymiany myśli i doświadczeń. Zatem do następnego razu...





Thursday, 15 January 2015

Obojętność

Dziś widziałem na ulicy bezdomnego, brodatego pana, 3 raz w tym samym miejscu. Przypominał trochę ubogiego Św. Mikołaja. To był najsmutniejszy człowiek jakiego spotkałem w moim życiu. A mimo to 3 raz nie zapytałem się go czy nie potrzebuje pomocy. Jestem zerem, kanalią. Przecież on też miał kiedyś tatusia, mamusię, jakąś rodzinę.  A teraz śpi gdzieś w opuszczonym, zimnym domu na kartonie. Wyglądał na Polaka.  3 raz wyparłem się mojego rodaka. Samotny, smutny, brodaty pan... Obojętność to lekarstwo na skrywaną pustkę serca. Demonstracja błagania o jedno słowo Boga. Chwilowa ułuda bycia lepszym.