poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wspomnienia z Walii

     Ostatnio mam sporo wolnego czasu. Dużo rozmyślam o ludziach, których znałem, miejscach  które odwiedziłem i o kuchniach w których dane mi było pracować w trakcie mojej zawodowej kariery. Muszę koniecznie kiedyś spisać to w formie książki.
   Poznałem wielu doskonałych kucharzy, wszelkich narodowości i kultur. Tak to już jest na świecie, że wybierając ten zawód  sporo się podróżuje. No chyba, że ktoś tego nie chce. Ja natomiast podróżowałem dużo, byłem nie tylko w Wielkiej Brytanii ale także na Alasce, Hawajach czy w Meksyku. Odwiedziłem Bora Bora, Rio De Janeiro, Miami i wiele, wiele innych miejsc, głównie w rejonie obu Ameryk. Najbardziej dumny jestem z tego, że opłynąłem Przylądek Horn. Tosz to koniec świata! Nieźle tam wiało.
   Jednym z ciekawych miejsc, w którym dane mi było spędzić aż 3 lata była Walia. Ten bardzo malowniczy kraj, głównie rolniczy, pełen jest łąk, i nieco innych niż w Polsce lasów, położony między oceanem a górami. Otaczająca Walię woda, jest źródłem wielu owoców morza, doskonałych dla kucharza takiego jak ja. Szczęśliwe owce, które pasą się praktycznie wszędzie, zupełnie wolne, dają mięso delikatne o smaku ziół, dlatego, że przez całe życie jedzą tylko trawę i zioła. Podejście brytyjskich kucharzy do pracy, poszukiwanie najlepszych organicznych produktów bardzo mi się podobało.
   Z dzisiajszej perspektywy patrzę inaczej na to co straciłem, wtedy kiedy zdecydowałem się stamtąd wyjechać. Oczywiście zawsze mogę wrócić, chociażby jako turysta. Naprawdę warto pojechać do tego kraju, aby poczuć jego niepowtarzalną magię. Chociaż klimat nie jest tam idealny, to przyroda bardzo piękna. Plaże są szerokie, morskie powietrze ma piękny zapach. Jest wiele miejsc, które warto odwiedzić.
   Jako kucharz miałem w Walii co robić. Moja kreatywna natura, znalazła tam pole do popisu. Poznałem wtedy wiele technik kulinarnych, które mogłem wypróbować i doskonalić. Ah, gdyby w Polsce pracodawcy byli tak otwarci na eksperymenty i nowe smaki. Wiem, wiem jest wielu takich restauratorów. Umiejętność sprzedania potraw w stylu fusion spoczywa na szefie kuchni. Ważna jest nie tylko organizacja pracy ale nawet to jak potrawy są w Menu nazwane. Te wszystkie szczegóły składają się na sukces, którego jestem obecnie bardzo głodny. Nie samymi pierogami żyje człowiek.
   Dość trudno jest wprowadzać standardy angielskie na polskiej ziemii. Przeszkodą jest często mentalność współpracowników i konsumentów. Trzeba być bardzo elastycznym i ostrożnym ale także zdecydowanym i zorganizowanym. Mam nadzieję, że jest to tylko kwestia czasu zanim znajdę taką kuchnię, gdzie będę mógł robić potrawy typu: pierogi z musem  z polskich ryb, polską baraninę z polską miętą i rozmarynem, a dla wegetarian, np. gołąbki z pieczonym burakiem i oscypkiem. Brzmi nieźle, nie prawdaż? I o to chodzi, ma być nowocześnie ale w oparciu o polskie składniki
i smaki.
Zadanie nie jest łatwe, a jednak ktoś to musi zrobić.
I can do it, and I will.



Oto zdjęcia zrobione w Walii Północnej w roku 2009.


2 komentarze:

  1. Walia jest prześliczna - podobnie jak Irlandia :) Mam nadzieję, że w końcu zorganizuję sobie wycieczkę do Snowdonii. Dzieli mnie tylko M. Irlandzkie. A przez Walię przejeżdżałam co najmniej 6-krotnie w moim życiu, od promu w Dover i do promu w Dover :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, warto tam pojechać na kilka dni. magiczny kraj, cisza, spokój, piękne krajobrazy...

      Usuń